Translate

niedziela, 6 czerwca 2021

Wszędobylstwo cz.49 Wioski, których już nie ma. Trasa Ropki - Izby- Ropki

Cześć cześć :D

     Minęło 1,5 roku od ostatniego wpisu. Życie weryfikuje nasze wszelakie plany. Plany na odcięcie się od tego co się dzieje i nabranie powietrza w płuca, przewietrzenie szarych komórek. Sami wiecie jak jest. Jak człowieka coś przydusi...
   Do rzeczy zaplanowałem sobie wycieczkę parogodzinną w okolice Ujścia Gorlickiego. Potrzebowałem jakiejś trasy, wytycznych, wskazówek. Przeglądając wiele stron trafiłem na portal Niski.pl. Było do wyboru parę dobrych tras w zależności od predyspozycji fizycznych i czasowych. Wybrałem trasę Ropki-Izby- Ropki. 
   W marszrucie korzystałem z bardzo dokładnego opisu czerwono-żółtego szlaku podanego przez portal niski.pl. 
  Po dotarciu na miejsce odruchowo nie wiesz w którą stronę iść, ale nie w tym przypadku: jestem na początku Ropek, a jest napisane żeby podążać w głąb Ropek. Logiczne :D. 
   Ropki leżą niedaleko Wysowej Zdroju, Hańczowej i Ujścia Gorlickiego. Z domu jakieś 40 parę kilometrów.
     Odległość Ropek od granicy ze Słowacją też kusi, nie powiem, ale to innym razem. Teraz przyjechałem żeby sobie połazić.
  Ten wpis będzie inny niż wszystkie, mało zdjęć a więcej opisów i zadumy, ale póki co dotarłem do pierwszego punktu wyprawy :


  Dobrze jest. Tu początek chyba wszystkich tras w Ropkach, jeszcze można się poruszać samochodem, ale ja już swój zostawiłem daleko w tyle.
  Czerwony szlak oznacza nie skalę trudności to też ale najszybszą możliwą trasę przez co idzie ona w bardzo wielu wypadkach ostro pod górę :D Tak było i w tym przypadku
   Bardzo fajny ale i wymagający szlak czerwony, bez przepięknych widoków. Na szczycie oczywiście zagadka w którą stronę iść. W moich notatkach jest napisane : na zachód na wprost to ok. Idę, choć oznaczenia szlaku już nie ma

Plecak na 4 strony świata


            Dodam że na szlaku na początku spotkałem grupkę turystów, a później do tej pory nikogo. 
        Idę dalej zgodnie z notatkami. Za jakiś czas powinienem dotrzeć do cmentarza i murowanej cerkwi. Wychodzę tą drogą co na wprost plecaka, po jakimś czasie na pola. Panie gdzie tu iść, gdzie ta cerkiew zadaję sobie pytanie. AAA olśnienie - jest napisane - na samym dnie polany. Tymczasem taka  sceneria i drobny deszcz urozmaicały mi kolejną małą przerwę we włóczędze


Poszedłem za nosem, czyli na wprost za te drzewa

     Intuicja nie zawiodła. Za chwilę znalazłem najpierw cmentarz a następnie murowaną cerkiew, która jako jedna z nielicznych jest otwarta dla podróżników



Piękna mała cerkiew w środku lasu. Ale czy na pewno? No właśnie nie. Ciekawość historyka nie dawała spokoju. Podszedłem bliżej tej tabliczki, co widzicie. Czytam :
   


   Wierzyć się nie chce : najpierw tyfus później akcja przesiedleńcza Łemków, jakże nie pasujących do ówczesnej ideologii państwa... Smutne, refleksja od razu mnie naszła. Pocieszającym faktem jest to że dbamy o pamięci o tym co było, nie konieczne dobre, a wręcz odwrotnie...  Wsi już nie ma. Nie tylko tej....
     Podumawszy udałem się dalej drogą na Izby aby po krótkim regeneracyjnym posiłku udać się w drogę powrotną też czerwonym szlakiem, ale inną drogą.

Źródło : niski.pl

     Po drodze minąłem się z parą sympatycznych rowerzystów, którzy pchali pod górę swe pojazdy. Dla nich to też wymarzona trasa na trening! 
Dla mnie w sam raz na złapanie oddechu, całość  zajęła chyba coś ponad 5 godzin, ale nie na tempo szedłem, ani na wysokości. 
  Ciekawe gdzie następnym razem pojadę, wiem że z tej wycieczki mam super lekcję na historii dla moich słuchaczy i dla Was, którzy mnie czytacie

                                                                 Pozdrawiam 
                                                                 Piotrek Marchewa Wszędobylski

    

sobota, 16 listopada 2019

Wszędobylstwo cz, 48. Rużbachy Wyżne dzień ostatni. Spotkanie z niedźwiedziem

Hej hej!!
Cieszy mnie fakt że podobają się Wam moje wpisy i zdjęcia. Dziś to już ostatni pełny dzień wyzwań w Rużbachach

Pierwszego czy drugiego dnia przechodziłem koło tego słynnego ośrodka i Białego Domu gdy zauważyłem taki obrazek


Już będąc w Tatrach pomyślałem - jak na zakończenie mojej eksploracji jak najbardziej - czerwony szlak. :D
Jak przystało na czerwony nie należał do najłatwiejszych , początek był taki


za chwilę okazało że mijam ostatnie zabudowania 



I jedne z trzech "selfie" które postanowiłem na pamiątkę zrobić 


Banan, łyk wody, i dalej

Tu auta dojeżdżają? jak ? stacja narciarska rządzi się swoimi prawami :D




Dalej było tylko lepiej 




I gdzieś w oddali ukochane Tatry



Jeszcze godzinka, ale wcale mi się nie spieszyło, wręcz przeciwnie. Kamienista droga zmuszała do uwagi,


 Ten widok nigdy mi się nie znudzi:



Z daleka idąc widziałem jakąś chatkę , pomyślałem schronisko, lub coś w tym rodzaju. Po pół godziny doszedłem do celu. Okazało się że to było raczej coś w tym rodzaju, może kiedyś czynne, ale teraz zamknięte na cztery spusty. Nie byłbym sobą gdybym nie wszedł


Zdjęcie między szczebelkami
Szczyt niedaleko, widoki coraz lepsze, na wszystkie cztery strony świata. między innymi na Trzy Korony





Pogoda wyborna, ostatnie metry - a tu na szczycie niedźwiedź!!!

No musiałem, musiałem zrobić sobie zdjęcie misiem - 








Nie umiem robić selfie, flaga wyszła jakby w ogóle, Piotrek ... cóż... Jak opowiadałem mojej gospodyni że na szczycie spotkałem misia, to zrobiłem ponoć taką minę (może nie taką jak na zdjęciu) że myślała że prawdziwego :D

Usatysfakcjonowany wróciłem spokojnie do kwatery, zjadłem, poszedłem na ostatni spacer po Rużbachach i już wracałem do domu, by przeżywać z Wami cały pobyt raz jeszcze

Pozdrowienia dla Wszystkich czytających i oglądających, kibicujących itd... 
Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski





czwartek, 14 listopada 2019

Wszędobylstwo cz .47 Rużbachy Wyżne. Dzień 5. Rybnik - Tatry

Hej hej

Niesamowite jak ten czas pędzi, już miesiąc czasu temu jak zacząłem tygodniowy urlop w Rużbachach. 
Wspomnienia jak żywe i gorące.
To był piątek. Wstałem dość wcześnie, spakowałem prowiant, ubranie, aparat do plecaka i wsiadłem w samochód.

Za namową gospodarzy pojechałem w zupełną odwrotną stronę niż Stara Lubowla, mianowicie kierune Spišská Belá (jakieś 18 km od mojego kwaterunku w Rużbachach. Kuszące prawda? znaczy ta odległość
Słowo się rzekło, wiecie jak to jest jak się czuje zew, albo coś podobnego... nie da się usiedzieć na miejscu.
Jadąc już widziałem


Tutaj gdzieś po drodze, było parę minut po 7


Trochę dalej
Spišská Belá przywitała mnie koło 7.20


Tamtejszy urząd


Mimo młodej godziny, chciałem zasięgnąć języka - właśnie w tym urzędzie. tamtejsi urzędnicy byli zgodni żebym jechał na cyklotrasę - a tam jest rybnik..., bo pani, która zajmowała się turystyką będzie za pół godziny

Nie czekałem

Cóż.... jadę , zaraz za rogatkami miasta wiedziałem że jestem we właściwym miejscu. Rybnik to znaczy nic innego jak staw rybny, staw jest położony przy cyklotrasie, czyli ścieżce rowerowej


Może jakiś wzór do naśladowania? Nie mogło zabraknąć sprzętu do podstawowych napraw. 
Logo sponsora rzecz jasna


Fajna rzecz tylko cyklotrasa ciągnęła się jak widzicie wzdłuż drogi. Jadąc dalej trafiamy nad rybnik. Stanąłem, zrobiłem parokilometrowy obchód..






oraz kolejne zdjęcie, które mogłoby służyć do zrobienia puzzli z ilością (tak myślę minimalną) 5000





Podumałem, podumałem, podjąłem decyzję jadę dalej (tak jak w urzędzie powiedzieli) - kierunek Tatrzańska Kotlina

Veni ... vidi..? Jeszcze nie zobaczyłem i nie zwyciężyłem











Parking. Wejście 6 euro - co wydawało mi się drogo... ale cóż... No i dylemat Jagnięcy szczyt? czy Chata przy zielonym jeziorze? Spojrzałem na zegarek w telefonie komórkowym parę minut przed 9.. późno.. Decyzja zapadła. Schronisko przy jeziorze. Optymalnie, żeby jeszcze wrócić do Rużbach

Gotowi?


Pierwsze zachwyty , wiecie takie jak chcecie odetchnąć pełną piersią to tak to właśnie jest...wszystko się podoba, wszystko wzbudza zachwyt, wszystko jest takie pierwsze, itd








Biała Woda... od razu było widać dlaczego taka nazwa, niezliczone kaskady tworzyły obraz białej, czystej krystalicznie wody











Magiczne? też się z Wami zgadzam

bywało i tak



Obserwując naturę nawet nie zauważyłem jak zrobiło się troszkę zimniej






Trzeba było się ubrać. 



Tak , wyraźnie oddech Tatr już czułem












Za parę chwil cel podróży
Ostatnia prosta



OOO już widać ! Radość :D 







Zasłużony odpoczynek w schronisku, poznałem parę sympatycznych Słowaków, ciepła strawa obowiązkowa, parę zdjęć, mała przerwa pół godzinna .










Wziąłem gulasz z kromkami z bułek i kawę (obowiązkowo), Słowacka para poczęstowała mnie łyczkiem śliwowicy- przy czym zaprotestowałem - przecież kieruję , oni mówią że to mało i że spocę zanim dotrę do auta.. to prawda. Jeden maleńki łyczek a jak krzepi, a może to że podzielili się ze mną od tak... fajne to było. Co jeszcze mnie zszokowało, ta trasa, po której szedłem była dostępna dla amatorów rowerowych, co widziałem właśnie w schronisku. :D

Wnętrze schroniska - z aparatu telefonicznego










Zejście było szybkie, może z 2 godziny, już nie skupiałem się na naturze, na robieniu zdjęć, uskrzydlony Tatrami 

Było warto dać 6 euro,nawet i 10 :D jak by trzeba było. Strażnik mówił że od lat mają tą samą stawkę, gdy inni podnoszą ceny. Musiałem przyznać mu rację :D 
Droga powrotna samochodem do Rużbach .... i następny już ostatni pełny dzień w Rużbachach - czerwony szlak na Wietrzny Wierch

Ze słowacko-tatrzańskim pozdrowieniem hej!
Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski